I co Ty teraz dzieciaku poczniesz ?
Zmierzchało, była późna jesień. Gdzieś na peryferiach miasta, na schodach ciemnego domu siedziała dziewczynka. Kwaśny deszcz smagał jej drobną postać.
– Co Ty tu robisz sama? Gdzie Twoja mama ? – pyta nieznany przechodzień.
– Przycupłam sobie – odpowiedziała.
I zmarzniętym paluszkiem wskazuje na oddalony o kilkadziesiąt metrów dom na drugim krańcu słabo oświetlonej ulicy.
– Chodź, odprowadzę Cię do mamy.
– Nie, mieszkam u tatków.
– U tatków ? Chyba u dziadków ? A gdzie dziadkowie mieszkają ?
Wskazała na dom na którego schodach siedziała. Na schodach, ciemnego w oknach domu.
Pukam … drzwi otwiera mężczyzna. Z pewnością do dziadka brakowało mu jeszcze z 3 dekad. Elegancki, dobrze ubrany, jak z żurnala. Ale coś w tym ubiorze mi nie grało. Niby szykownie i gustownie, ale jednak … . Do tego dość mocny i intensywny zapach perfum. Niebrzydki, lecz przedawkowany. Z oddali słychać drugi męski głos. Po chwili i on stanął w drzwiach.
Krótka rozmowa, na poziomie i dziewczynka znika za progiem domu. Nie widać było, by dziecko z oporami wracało do domu. Nie było to wymuszone zachowanie. Nie widać by była zapomnianym, czy zaniedbanym dzieckiem. Ale była w tym dziecku jakaś mechanika, wyobcowanie. A może to tylko subiektywne odczucie, w końcu wycofane dzieci to dziś nic osobliwego przecież.
Po chwili refleksji stało się to niemal oczywiste, można było być niemal pewnym. To się wyczuwa dość szybko. Gesty ciała, sposób w jaki rozmówca podaje Ci dłoń na powitanie, mimika twarzy, sposób mówienia, właśnie ubiór, intensywność i zapach perfum. To detale, drobinki tego kim jesteśmy, ale składają się na całokształt nas samych. Wszystko ma znaczenie i nie dotyczy to tylko osób o odmiennej orientacji seksualnej. Gesty, jeśli potrafisz je interpretować powiedzą Ci bardzo wiele. Drapanie po nosie, kierowanie wzroku w prawo i w górę, skrzyżowane ramiona rozmówcy kiedy zadajesz niewygodne pytania, przechodzenie za biurko podczas rozmowy, siadanie na biurku przed rozmówcą, by patrzeć na niego z góry. Wszystkie te pozornie nieistotne zachowania wiele powiedzą o Twoim rozmówcy i jego zamiarach, intencjach.
Powyższa opowieść może skłonić do refleksji. Czy może to być realne zagrożenie nad którym należałoby się pochylić ? A może to tylko burza w szklance wody.
Należy podejść do tematu patrząc na zagadnienie z obu stron. Czy związki małżeńskie mniejszości seksualnych mogą nieść za sobą zagrożenie dla społeczeństwa ? Dla samego, dojrzałego, o wyrobionym poglądzie na świat społeczeństwa z pewnością nie. O ile nie mówią innym jak mają żyć, to zagrożenia nie widać. My im też nie organizujemy życia w ich własnym domu. W końcu to niczyja sprawa kto z kim i jak spędza noc, czy kto kogo na spacerze trzyma za rękę. To indywidualna sprawa tylko zainteresowanych i nikomu nic do tego. Ale kiedy związek zaczyna dotyczyć adoptowanego dziecka, kiedy może dojść, nie musi, ale może dojść do kreowania treści jakie docierać będą do dziecka, kiedy z czasem mogą zacząć kształtować jego postrzeganie świata, odmienne postrzeganie świata, wtedy zagadnienie nabiera innego wymiaru. Jeśli do tego dołożymy jeszcze dublowanie tych treści w przedszkolu/szkole, taki mały umysł może uznać to za coś oczywistego. Nie wiem. Mam obawy. Może wyolbrzymiam tylko problem. A może to jednak zagadnienie nad którym należy się pochylić. Jakież może być zdziwienie tej dziewczynki, która od maleńkości przyzwyczajona do związki dwóch mężczyzn, zostanie zaskoczona w przedszkolu tym, iż to chłopcy ciągną ją za warkocze. Ktoś powie, że takie małe dziecko jest zbyt małe, by pojąć słowo związek, by zrozumieć to co widzi w domu. Skoro tak, skoro jest zbyt małe, to po co wchodzić z tym do przedszkoli ?
Załóżmy na chwilę czysto hipotetycznie, że powyższa opowieść o dziewczynce faktycznie się zdarzyła. Co takiego o jeszcze niewyrobionym poglądzie na świat może zobaczyć w tym związku małe dziecko ? Jak zareaguje taki mały niedojrzały umysł dziecka na widok dwóch przytulających się, czy całujących się mężczyzn. Wiadomo, że dziecko zostało prawdopodobnie adoptowane i nie można tu mówić o tym, że z biegiem lat u tego dziecka uaktywnią się podobne skłonności, które zostały odziedziczone. O ile w ogóle można mówić o dziedziczeniu. Chociaż niedawne wyniki badań wskazują na to, iż predyspozycje homoseksualne mogą być zapisane we fragmentach naszego DNA, ale jednocześnie nie ma dowodów na to, iż ostatecznie determinują nasze zachowania i skłonności seksualne.
Z ewolucyjnego punktu widzenia, zachowania homoseksualne wydają się być nieuzasadnione. Nie dają możliwości podtrzymania gatunku. Gdyby, czysto teoretycznie, wszyscy z nas byli homoseksualistami, to albo gatunek ludzki by wyginął, albo musielibyśmy dać pełne zielone światło dla matek zastępczych – surogatek.
Zatem skąd w ewolucji ta odmienność ?
Pewne obserwacje i wnioski wskazują na to, iż cechą charakterystyczną takich mniejszych grup społecznych jest skłonność do lepszej współpracy, zacieśnianiu relacji w grupie, przystosowaniu się do środowiska. Inne badania wskazują na to, iż kobiety blisko spokrewnione z gejami mają statystycznie więcej dzieci, niż kobiety spokrewnione z mężczyznami heteroseksualnymi. Co to oznacza ? Brzmi może zaskakująco, ale wniosek jest taki, że “gen homoseksualizmu” wpływa pozytywnie na atrakcyjność seksualną kobiet. A to jako takie ewolucyjnie jest pożądane.
No dobrze, wysnuliśmy daleko idący wniosek, że obecność związków homoseksualnych pozbawionych możliwości prokreacji może mieć wpływ na zwiększenie populacji. Na pierwszy rzut oka brzmi niedorzecznie. Ale może taki jest cel matki natury i ewolucji. Może właśnie żyjemy w czasach w których coś się zmienia, może to jaskółka kolejnego wielkiego skoku w ewolucji. Jeśli nawet tak jest, bo już przecież uznano, że homoseksualizm to nie choroba, to stan ciała i umysłu, to powinniśmy zachować umiar w ocenach i zdrowy rozsądek po obu stronach. Nie można piętnować tych póki co mniejszościowych środowisk, nie można też jednak dać narzucać sobie odmiennych dla większości zachowań.
Wróćmy zatem do tego małego dzieciaka. Czy może się zatem, w dłuższej perspektywie czasowej okazać szkodliwe doświadczanie takich zachowań opiekunów. Czy ta mała dziewczynka zacznie się z czasem przyglądać z zainteresowaniem innym dziewczynkom ? Czy też, jak już wspomniałem będzie ją dziwić fakt, że to chłopcy ciągną ją w szkole za warkocze ?
Na nasze zachowania mają wpływ zarówno uwarunkowania genetyczne jak i środowiskowe. Co zatem począć ma takie małe dziecko, jak ono zinterpretuje to co widzi ? Co mamy zrobić my jako społeczeństwo, kiedy wymaga się od nas akceptacji adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Czy przykładowo życie w domu dziecka jest gorszą alternatywą dla życia w domu z dwojgiem homoseksualnych rodziców ? Tutaj wedle mojej oceny muszę stwierdzić, że ten drugi dom, chociaż odmienny od tego jaki znamy, to jednak będzie lepszym wyborem od bidulca. Mam jedynie obawy, by dziecko nie zostało skrzywdzone. Nic nie zastąpi prawdziwego domu, kochających rodziców, jacy by oni nie byli. Tylko jak subtelnie wybrać, jak dokonać oceny, że dana para homoseksualna nie stanowi zagrożenia dla dziecka. Przecież nie można ich oglądać spoza szyby, par heteroseksualnych, występujących o adopcję też nikt nie ogląda. Nawet dobry wywiad środowiskowy nie odpowie na to pytanie.
Nie ma jednak we mnie akceptacji na wprowadzanie do przedszkoli jakiejś edukacji seksualnej, bo tak rzekomo zaleca WHO w karcie LGBT+. To tylko zalecenia, bardzo ogólne nie skierowane do konkretnej grupy etnicznej, wiekowej, czy kontynentalnej. Każda kultura ma swoje prawa, obyczaje. W Egipcie, czy Indonezji zapewne nie zrobiłoby to żadnego wrażenia. Tam 13-14 latki są już wydawane za mąż, ale u nas w Polsce, robi to różnice. A teraz coś bardzo istotnego. Taką przyszłość kreuje przed nami prawica, tak odbiera ją ten obywatel, który ogląda tylko TVP Info. Ale kiedy wczytać się w temat dogłębnie, poznać wypowiedzi i opinie kilku stron, to zupełnie inaczej temat będziemy postrzegać. Po po lekturze innych wypowiedzi, źródeł i interpretacji możemy dojść do wniosku, że nie chodzi tu o to, by przedszkolaki poznawały wzajemnie swoje ciało i się masturbowały. Chodzi o to, że w pewnym wieku dzieci zaczynają same poznawać swoje ciało i dotykać swoich narządów płciowych i nie należy ich wtedy zawstydzać, bo to naturalny bieg w rozwoju dziecka. Prawda, że wydźwięk jest zupełnie odmienny ?
Dla równowagi, by pozostać bezstronnym, wspomnę o jeszcze jednym fakcie, odbiegającym od poruszanego tu tematu, ale szalenie dobitnie pokazującym brak rzetelności w przestrzeni medialnej/publicznej.
TVP Info szeroko informuje widzów o badanej sprawie ewentualnego hejtu w Inowrocławiu, niemal milczy zaś o rzekomym hejcie w Ministerstwie Sprawiedliwości. Z drugiej strony kilku moich znajomych, zagorzałych lewicowców, nie słyszało o sprawie Inowrocławia i hejcie / farmie trolii Brejzy. Nie znają tematu, nie słyszeli o tym np w TVN24, ale doskonale znają sprawę z drugiej strony politycznej, związaną z wspomnianym ministerstwem sprawiedliwości i związanym ze sprawą Panem Łukaszem Piebiakiem.
I podobnie ma się sprawa Karty LGBT+. Z jednej strony prawica straszy nas masturbacją wśród przedszkolaków. Opozycja widzi to inaczej. Wskazywać palcem winnego każdy z nas potrafi, ale widać brakuje nam w domach lusterek. To pokazuje, jak istotne jest poznanie dogłębnie danego zagadnienia, przed tym jak wydamy na kimś wyrok, niezależnie od tego czego dotyczy dana sprawa i kogo. Pokazany przykład jasno wskazuje na to, iż informacja z jednego źródła to plotka, a z dwóch to tylko prawdopodobieństwo. Pamiętajmy, czasem nawet nieświadomie możemy kogoś skrzywdzić, a jeśli zrobimy to w internecie, to nie zdołamy tego naprawić. Nawet przeprosiny na niewiele się zdadzą. Jedni je przeczytają inni nie, a w pamięci i tak pozostanie. Możemy sobie dywagować, rozprawiać i się zastanawiać, ale osądzać bez twardych dowodów już nie.
Pamiętajmy … jest subtelna, acz szalenie znacząca różnica między tym, czy nazwiesz kogoś głupkiem, czy też powiesz mu, że głupio zrobił. Niby to samo, a jednak robi różnicę w odbiorze.
